Jego Ekscelencja Roger HOUNGBÉDJI, arcybiskup Cotonou, rozwija temat „Maryja, Matka Nadziei”. Kazanie wygłoszone podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 2026 roku w sanktuarium Notre-Dame de Montligeon.
Maria, Matka Nadziei
Drodzy pielgrzymi, drodzy bracia i siostry w Chrystusie,
W tym uroczystym dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny cieszę się, że mogę być z wami w tym ważnym miejscu duchowości, poświęconym modlitwie za zmarłych, aby umocnić was w wierze i podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami. Tematem proponowanym do naszej medytacji jest: „Maryja, Matka nadziei ”. Jubileusz w roku 2025 pozwolił nam długo rozważać temat nadziei, która stanowi jeden z fundamentów naszej wiary chrześcijańskiej. Z tej okazji papież Franciszek zachęcał nas, byśmy wyruszyli w drogę wiary jako „pielgrzymi nadziei”, powołani do ożywienia naszej wiary i do tego, byśmy nigdy nie ulegali rozpaczy, lecz raczej powierzyli się Bogu, który nigdy nie opuszcza tych, którzy na Niego liczą.
To wezwanie do nadziei nabiera szczególnego znaczenia w tym miejscu poświęconym upamiętnieniu zmarłych. Jeśli tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa stanowi fundament chrześcijańskiej nadziei, to w jakim sensie Maryja (której Wniebowzięcie dziś świętujemy) może być nazywana Matką i wzorem nadziei?
Temat ten omówimy w dwóch etapach. Najpierw zastanowimy się nad znaczeniem nadziei w Biblii (Starym i Nowym Testamencie). Będziemy chcieli dostrzec starotestamentowe i nowotestamentowe korzenie tematu nadziei wraz z całym jego teologicznym znaczeniem. W drugiej kolejności przyjrzymy się, w jaki sposób Maryja, nasza wzór, może być nazywana Matką nadziei. Nasze rozważania będą się tutaj wyraźnie skupiać na tekstach Nowego Testamentu.
Biblijne i teologiczne znaczenie tematu nadziei
Motyw nadziei przewija się przez całe Pismo Święte niczym złota nić łącząca poszczególne etapy historii zbawienia. Od obietnicy skierowanej do Abrahama aż po ostatnie wołanie z Apokalipsy – „ Amen! Przyjdź, Panie Jezu! » (Ap 22,20) – Biblia opowiada historię ludu, który uczy się żyć nie z własnych sił, ale dzięki wierności Boga. Całe Pismo Święte jest zatem przepełnione pedagogiką nadziei.
Już w Starym Testamencie doświadczenie Abrahama, który był posłuszny Bogu wyłącznie na podstawie Jego obietnic, ukazuje nie tylko wiarę tego człowieka, ale także jego nadzieję. W historii Wyjścia, od wołania zniewolonych Hebrajczyków aż po wędrówkę przez pustynię, naznaczoną niewiernościami ludu i nieustannie odnawianym przebaczeniem Boga, temat nadziei jest wyraźnie podkreślony. Z kolei Psalmy stanowią jedną z ksiąg Starego Testamentu, w których nadzieja jest najsilniej podkreślona: „Pokładaj nadzieję w Panu, bądź mężny i nabierz odwagi; pokładaj nadzieję w Panu” (Ps 27 (26), 14).[1]Wreszcie prorocy, zwłaszcza w chwilach próby, kładą silny nacisk na nadzieję na zbawienie.
[1]Pokładaj nadzieję w Panu, bądź silny i niech się umocni twoje serce, i pokładaj nadzieję w Panu (qawwêh ʾel-YHWH, ḥăzaq weyaʾămēṣ libbekā, weqawwêh ʾel-YHWH.)
Jednak pomimo powtarzającego się charakteru tego tematu, nigdy nie został on ujęty w ramach jednej koncepcji, przynajmniej nie w Starym Testamencie. Tak więc w Starym Testamencie nadzieja jest wyrażana za pomocą bogatego zestawu czasowników, które podkreślają postawę radykalnej zależności wierzącego od Boga. Wśród najważniejszych należy wymienić następujące czasowniki:
קָוָה (qāwâ), co oznacza „czekać z ufnością”, „mieć nadzieję” lub „trwać w wytrwałym oczekiwaniu” (por. Ps 25,3.5; 27,14; 37,9; Iz 40,31; 49,23); jest to czasownik użyty w cytowanym właśnie psalmie: pokładaj nadzieję w Panu… ( Ps 27);
יָחַל (yāḥal), co nawiązuje do cierpliwego i wytrwałego oczekiwania opartego na wierności Boga (por. Rdz 8,10.12: postawa Noego oczekującego na opadnięcie wody; Jb 13,15: Hiob pokłada całą swoją nadzieję w Bogu; Ps 31,25; 33,18; 130,5-7; Lm 3,21.24.26);
בָּטַח (bāṭaḥ), które wyraża przede wszystkim zaufanie, brak niepokoju, bezpieczeństwo oraz ufne oddanie się w ręce Pana (por. Ps 4,6; 9,11; 22,5-6; 56,4; Iz 26,3-4; Jr 17,7); jest to czasownik użyty w słynnym fragmencie z Jr 17,7: Błogosławiony człowiek, który pokłada ufność w Panu…
חָסָה (ḥāsâ), co oznacza „szukać schronienia”, „podać się pod opiekę Boga”, podkreślając w ten sposób egzystencjalny wymiar nadziei jako oddania się boskiej opatrzności (por. Rt 2,12; Ps 2,12; 5,12; 7,2; 16,1; 34,9; 57,2; 91,4; Iz 14,32).
Brak jednego terminu, zwłaszcza w Starym Testamencie, nie tylko nie stanowi problemu, ale jest silnym sygnałem teologicznym: wskazuje to, że nadzieja nie jest pojęciem abstrakcyjnym, lecz konkretnym doświadczeniem wyrażanym na różne sposoby. Wynika ona przede wszystkim ze wspomnienia tego, co uczynił Bóg, co świadczy o Jego wierności i stanowi podstawę zaufania wierzącego. W związku z tym biblijna nadzieja nie rodzi się przede wszystkim z optymistycznej wizji przyszłości. Jest ona raczej zakorzeniona w pamięci o dziełach Boga. Oznacza to, że zanim stanie się oczekiwaniem na to, co nastąpi jutro, jest przede wszystkim wierzącą interpretacją tego, co Bóg dokonał wczoraj.
W naszym współczesnym kontekście, naznaczonym niezachwianą wiarą w naukę i przewidywalność techniki, warto przypomnieć o tym przekonaniu. Czy nauka i technologia, pomimo swoich osiągnięć i zdolności do opanowywania rzeczywistości, mogą stanowić fundament ludzkiej nadziei? Udzielenie odpowiedzi twierdzącej oznaczałoby nieuznanie ograniczeń nauki i ludzkiego rozumu. Dlatego wezwanie do nadziei jest w Starym Testamencie często związane z czasownikiem זָכַר (zākar), „pamiętać”, które w ujęciu teologicznym oznacza: uobecnianie zbawczego działania Boga, aby czerpać z niego zaufanie niezbędne do stawienia czoła przyszłości. Można zatem powiedzieć: pamięć jest matrycą nadziei.
- „Pamiętaj o całej drodze, którą Pan, twój Bóg, poprowadził cię przez czterdzieści lat na pustyni.” (Pwt 8,2)
- „Będziesz pamiętał o tym, co Pan, twój Bóg, uczynił faraonowi i całemu Egiptowi.” (Pwt 7,18)
- „Przypomnij sobie dawne czasy, rozważ lata z pokolenia na pokolenie.” (Pwt 32,7)
- „Pamiętam o wyczynach Pana; tak, przypominam sobie Twoje dawne cuda. Rozmyślam nad wszystkimi Twoimi dziełami.” (Ps 77,12-13)
- „Pamiętajcie o cudach, które uczynił, o jego dziwach i o wyrokach, które wyszły z jego ust.” (Ps 105,5)
- „Pamiętam dawne dni; rozmyślam nad wszystkimi Twoimi czynami.” (Ps 143,5)
- „Oto, co chcę sobie przypomnieć w sercu, co da mi nadzieję: dobroć Pana nie wyczerpała się, Jego miłosierdzie nie dobiegło końca; odnawia się ono każdego ranka. Wielka jest Twoja wierność! » (Lm 3,21-23)
- „Ja jestem Pan, twój Bóg, który wywiódł cię z ziemi egipskiej, z domu niewoli.” (Wj 20,2)
Warto byłoby rzucić okiem na fragment Starego Testamentu poświęcony nadziei, nie zatrzymując się jednak nad nim zbyt długo. Chodzi o fragment z Księgi Ezechiela 37, czyli wizję wyschniętych kości. Tekst ten jest dość dobrze znany, dlatego przeczytamy jedynie jego zakończenie.
11 Rzekł do mnie: „Synu człowieczy, te kości to cały dom Izraela. Mówią: «Nasze kości wyschły, nasza nadzieja zniknęła, jesteśmy w strzępach. › 12 Dlategowygłoś proroctwo i powiedz im: Tak mówi Pan Bóg: Otworzę wasze groby; wyprowadzę was z waszych grobów, o mój ludu, i sprowadzę was z powrotem na ziemię Izraela. 13Poznacie, że Ja jestem Panem, gdy otworzę wasze groby i wyprowadzę was z nich, o mój ludu. 14Tchnęw was mojego ducha, abyście ożyli; osadzę was na waszej ziemi; wtedy poznacie, że to Ja, Pan, mówię i spełniam – mówi Pan.”[1]
[1] Ekumeniczne tłumaczenie Biblii: zawierające Stary i Nowy Testament … (Paryż (58, rue de Clichy, 75009) 1977) Ez 37,11–14.
Znajdujemy się w dramatycznej sytuacji wygnania do Babilonu. Co stało się z obietnicami Pana? Ziemia Obiecana została utracona, zajęta i opanowana przez pogan – Babilończyków. Znaczna część ludu przebywa na wygnaniu, z dala od swojej ojczyzny. Świątynia Pańska została bezlitośnie zniszczona, a Bóg nie zapobiegł tej katastrofie. Lud, rozczarowany i zniechęcony, miał wszelkie powody do rozpaczy. Ezechiel dobrze to wyraża w mocnym stwierdzeniu w wersecie 11: „Nasza nadzieja zniknęła”. Tłumaczenie TOB wydaje się nieco łagodzić siłę tego wyrażenia, które dosłownie można by przetłumaczyć jako: „Nasza nadzieja umarła, jest stracona”. [1] I to sam Bóg przekazuje prorokowi tę wypowiedź ludu: nasza nadzieja umarła.
[1] Sander, N. P. – Trenel, I., „אבד”, Słownik hebrajsko-francuski, 2. Przestać istnieć, zniknąć, zgnić, zginąć. Zob. również Koehler, L. – Baumgartner, W. – Richardson, M. E. J. – i in., Słownik hebrajsko-aramejski Starego Testamentu
Aby jednak ożywić i przywrócić nadzieję ludu, wspomnienie to zostanie ponownie przywołane, nawet jeśli samo słowo nie zostanie użyte. W szczególności pojawia się wspomnienie stworzenia: Bóg, który stworzył z niczego, jest tym, który odtworzy życie nawet z wyschniętych kości. Pojawia się też wzmianka o ożywiającym tchnieniu, rûaḥ, które tchnie życie (por. Rdz 2, 7). Ponadto terminy: „wyprowadzić”, „sprowadzić z powrotem na ziemię” wyraźnie przywołują wspomnienie exodusu. Jest też ta formuła, która podsumowuje wszystkie cuda Boga i powraca niczym refren: „Ja jestem Panem” , ponieważ z tym Imieniem wiąże się wspomnienie tak wielu cudów. Oto jak Ezechiel opisuje nadzieję w tym fragmencie. Oto, w bardziej ogólnym ujęciu, w jakich słowach nadzieja jest przedstawiana w Starym Testamencie.
Z kolei w Nowym Testamencie używa się głównie rzeczownika ἐλπίς (elpis), oznaczającego „nadzieję” (por. Rz 5,2-5; 8,24-25; 12,12; 15,13; Kol 1,27; Tt 2,13; 1 P 1,3.21), a także czasownik ἐλπίζω (elpizō), oznaczający „mieć nadzieję”, „pokładać nadzieję w” lub „ufać” (por. Mt 12,21; Łk 6,34-35; J 5,45; Rz 15,24; 1 Kor 13,7; 15,19; Flp 2,19; 1 Tm 4,10; 6,17). Do tej podstawowej terminologii dołączają inne wyrażenia, które wzbogacają nowotestamentową teologię nadziei, w szczególności wyrażenia: „czekać z ufnością” lub „przyjmować w nadziei” (προσδέχομαι (prosdechomai): por. Mk 15,43; Łk 2,25.38; Tt 2,13), a także termin „wytrwałość”, który oznacza wytrwałość wierzącego podtrzymywaną przez nadzieję (ὑπομονή (hypomonē): por. Rz 5,3-5; 8,25; 15,4; Jk 1,3-4; Ap 13,10; 14,12).
Nadzieja, zapowiadana i stopniowo pogłębiana w całym Starym Testamencie, znajduje swoje pełne spełnienie w Nowym Testamencie w osobie Jezusa Chrystusa. W Nim obietnice Boże stają się rzeczywistością, a nadzieja Izraela otwiera się odtąd na wszystkie narody. Chrystus jawi się zatem jako fundament, treść i ostateczne spełnienie nadziei chrześcijańskiej. „ Chrześcijańska nadzieja nie jest zwykłym pobożnym życzeniem, lecz raczej pełnym ufności oczekiwaniem, głęboką pewnością tego, co jeszcze niewidzialne i nieznane (por. Rz 8,22-25). Innymi słowy, nadzieja chrześcijańska to postawa, która sprawia, że radykalnie zwracamy się ku Bogu. Jest to aktywne oczekiwanie, które sprawia, że radykalnie zwracamy się ku Bogu. Jest to aktywne oczekiwanie na dobro obiecane przez samego Boga. . »[1]
W Nowym Testamencie, po Chrystusie, który jest niedoścignionym wzorem wszystkich cnót, pojawia się wyjątkowa postać jako wzór nadziei: Dziewica Maryja. Postaramy się pokazać, w jaki sposób Maryja jest Matką i wzorem nadziei, analizując cztery ważne wydarzenia opisane w Ewangeliach: Zwiastowanie, ofiarowanie w świątyni, wesele w Kanie Galilejskiej oraz śmierć Jezusa na krzyżu.
[1] Bp Roger HOUNGBEDJI, O.P., List pasterski „W nadziei chrońmy stworzenie!” nr 5.
Maria, Matka i wzór nadziei w Nowym Testamencie
Jeśli postać Maryi jest często przywoływana i przedstawiana jako wzór, to dlatego, że jest ona najbliższa Chrystusowi, który z pierwszej ręki przeżył wszystkie tajemnice ziemskiego życia Chrystusa. Poza tym postać Maryi jest w pewnym sensie bliższa nam, ponieważ jest postacią w pełni ludzką. Możemy zatem, obok Chrystusa i po Nim, postrzegać ją jako wzór nadziei, poprzez kilka epizodów, o których warto tutaj wspomnieć.
Zwiastowanie (Łk 1,26-38)
W tym odcinku widzimy, jak Maria otrzymuje obietnicę wykraczającą poza wszelką ludzką logikę. Kiedy prosi anioła o wyjaśnienia, prawdopodobnie niewiele z tego rozumie. Jedno jest jasne: misja pochodzi od Boga i Bóg będzie przy niej obecny. Nie domagając się dowodów ani gwarancji, Maria przyjmuje Słowo Boże z całkowitą ufnością, pokładając całą swoją nadzieję w Bogu. Zwróćmy uwagę na ostatnie słowa Marii: „Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (w. 38).
Po pierwsze, wyrażenie „oto ja” (wyraźnie podkreślone w tekście greckim: Ιδού) ma na celu uwydatnienie otwartości Maryi: jej przyjęcia, wrażliwości, gotowości, ofiary i oddania się w obliczu nagłego wkroczenia Boga w jej życie. Poprzez swoje „oto ja” Maryja dobrowolnie zgadza się oddać się całkowicie Bogu, bez względu na to, ile może ją to kosztować. Liczy się ofiara całej jej osoby Bogu, którego dotychczas uważała za Całość, Jedynego Niezbędnego, Prawdę swojego życia. Zwróćcie uwagę na dobrowolny charakter tej odpowiedzi: to właśnie w pełnej wolności Maria ofiarowuje swoje życie Bogu jako dar (por. Rz 12, 1-2). Swoim „fiat” Maria pokazuje, że jest całkowicie gotowa ofiarować swoje życie jako „żywą, świętą i miłą Bogu ofiarę”.
Termin „służebnica” ( „jestem służebnicą Pana ”) jeszcze bardziej podkreśla ideę tego oddania się: to właśnie jako niewolnica Pana (doulê) staje przed Bogiem. Ofiarowując swoje życie, pragnie, by było ono całkowicie oddane służbie Bogu (Jego dziełu zbawienia). W tradycji biblijnej tytuł „sługi Bożego” odnosi się bowiem do tych, których Bóg w sposób szczególny powołał do udziału w swoim dziele zbawienia. To pokazuje, jak bardzo tytuł ten pasuje do Maryi, której wielkość jest w nim głoszona. Maryja zgadza się zatem pełnić rolę niewolnicy – niewolnicy, która dobrowolnie i z własnej woli angażuje się wobec Boga na wzór Jezusa, Syna Bożego i Maryi – we współdziałaniu w dziele zbawienia. Dla Maryi będzie to oznaczało życie w całkowitym poddaniu się Bogu, poddaniu, które będzie również poddaniem Jezusa, który przyszedł, by służyć, a nie by Mu służono. Innymi słowy, jako służebnica Pańska, Maryja przyjmuje rolę Matki nadziei w oczekiwaniu na zbawienie, które ma się spełnić – rolę, którą Jezus będzie pełnił aż do śmierci na krzyżu.
W słowach: „Niech mi się stanie według Twojego słowa” Maryja uznaje, że choć jest służebnicą Pana i współuczestniczką w dziele zbawienia, to dzieło to może się naprawdę powieść jedynie dzięki mocy Boga – to On jest jego głównym sprawcą. Stąd użycie strony biernej ( „niech mi się stanie” ). Jednak dla Maryi ta moc Boża jest już obecna w słowie anioła, które otrzymała. Greckie słowo rhêma (odpowiadające hebrajskiemu dâbâr) oznacza zarówno słowo, jak i to, co ono wyraża, czyli wydarzenie, rzecz. Kiedy to Bóg przemawia, oba znaczenia całkowicie się pokrywają, ponieważ „On mówi, a staje się” (Rdz 1,1; Ps 33, 6.9). Słowo „rhêma” jest charakterystyczne dla rozdziałów 1 i 2 Ewangelii Łukasza. Tak więc dla Marii tylko moc Boża zawarta w Słowie anioła może zrealizować w niej otrzymaną obietnicę. Zgadza się ona współpracować przy spełnieniu tej obietnicy, ale to sam Bóg jest jej pierwszym autorem, głównym sprawcą. W jaki sposób to ostatnie słowo Marii zaczerpnięte z tekstu Łukasza może inspirować naszą chrześcijańską nadzieję?
Słowa Maryi wydają się zwracać naszą uwagę na jej zdolność do wsłuchiwania się w Słowo Boże. Innymi słowy, Maryja jest matką i wzorem nadziei dzięki swojej zdolności do wsłuchiwania się w Słowo Boże: „Błogosławieni raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują” (Łk 11, 28). W naszym życiu chrześcijańskim, jako pielgrzymi nadziei, postawa Maryi zachęca nas do nieustannego ofiarowywania Bogu naszej własnej woli, aby w nas urzeczywistniło się wydarzenie (rhêma) zawarte w słowie, które otrzymaliśmy już przy naszym pierwszym powołaniu do życia chrześcijańskiego. To właśnie w tym słowie wpisuje się nasz projekt życia, który stanowi prawdę, na którą musimy odpowiedzieć zgodnie z Bożym planem. Maryja uczy nas, że to właśnie jako słudzy Pana, czyli całkowicie zależni i otwarci na Jego łaskę (w posłuszeństwie na wzór Jezusa, Jej Syna), możemy i my odpowiedzieć na Boży plan (naszą nadzieję) wpisany w nas od chrztu. Innymi słowy, poprzez słuchanie musimy, na wzór Maryi, wyrzec się samych siebie (naszych osobistych pragnień i planów dotyczących Boga), aby pozwolić się kształtować mocy Bożej obecnej w Jego Słowie. Krótko mówiąc, Maryja, jako matka i wzór nadziei, zachęca nas do nieustannego zachowywania postawy oddania się i otwartości na Słowo Boże, tak jak ujawniła to Maryja podczas Zwiastowania.
Wyjście do świątyni (Łk 2, 41-52)
W tej opowieści chciałbym zwrócić szczególną uwagę na dialog między Jezusem a Marią (wersety 48–49). W dialogu tym można zauważyć:
Z perspektywy Marii: podkreślenie więzów krwi (relacji rodzinnych) łączących Dzieciątko Jezus z rodzicami. To właśnie w imię tych więzów (lub pod ich wpływem) Maria i Józef przez trzy dni szukali Jezusa wśród swoich krewnych i znajomych. Uwaga Marii : „Dziecko moje, dlaczego nam to uczyniłeś? ”, wynika z matczynej miłości do Dzieciątka Jezus. Więzy rodzinne wydają się tak silne, że Maria i Józef, nie mogąc odnaleźć Jezusa, byli bardzo zaniepokojeni.
Z punktu widzenia Jezusa: w przeciwieństwie do więzów krwi przeciwstawia On inną więź – tę, która łączy Go z Ojcem. Dla Jezusa ta więź ma pierwszeństwo przed tą, która łączy Go z Marią i Józefem: „Czyż nie wiecie, że muszę być w domu mojego Ojca? ”.
W rzeczywistości w swojej odpowiedzi Jezus wydaje się wskazywać swoim rodzicom, z czym wiąże się prawdziwa pielgrzymka do Jerozolimy: miejsce, gdzie zajmuje się sprawami Boga Ojca, miejsce, w którym rozegra się również cały dramat tajemnicy paschalnej, miejsce, w którym ostatecznie tkwi nasza nadzieja. Ta pielgrzymka oznacza zerwanie więzów krwi i pokrewieństwa – więzów, które mogłyby uniemożliwić całkowite oddanie się służbie Bogu (por. Łk 18, 28-30 // Mk 10, 28-30 // Mt 19, 27-29). O ile rodzice Jezusa udają się do Jerozolimy, rodzice Jezusa nie powinni szukać Go tam, gdzie umacniają się więzy krwi – poszukiwanie w tym miejscu nieuchronnie doprowadziłoby do niepokoju – lecz powinni raczej zwrócić się ku miejscu, gdzie umacniają się więzy bliskości z Bogiem. To właśnie do tego miejsca Jezus chce ich skierować, pozwalając, by Go szukali. Wędrówka do Jerozolimy wymaga zatem od Marii zerwania z więzami krwi i właśnie to uczyniła, wiernie zachowując wszystkie te rzeczy (te słowa) w swoim sercu. A zachowywanie Słowa Bożego jest właściwym miejscem słuchania, miejscem, w którym przeżywa się prawdziwą błogosławieństwo (por. Łk 11, 28). Chociaż Maria nie zrozumiała od razu wydarzeń, które miały miejsce, poddała się temu i wkroczyła do szkoły swojego Syna. Innymi słowy, Maryja zgodziła się zerwać z bliskością naturalnych więzi, które wydawało się, że utrzymuje ze swoim synem, aby zaangażować się w dynamikę wiary, w której rozgrywa się intymność z Bogiem, utożsamianie się z Prawdą, jaką jest Chrystus.
W kontekście nadziei tę gotowość Maryi można porównać do ducha ewangelicznej ubóstwa: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie ” (Mt 5, 3). To błogosławieństwo wymaga bowiem radykalnego oderwania się od siebie samego, zerwania z wszelkim korzystaniem z dóbr materialnych lub więzami krwi (przywiązaniem do więzów rodzinnych lub uczuciowych), które uniemożliwiałyby poświęcenie się sprawom Królestwa Bożego. Innymi słowy, ci, którzy poświęcają się sprawom Bożym, nie powinni dać się kierować przywiązaniem do dóbr ziemskich do tego stopnia, by stracić z oczu rzeczywistość świata przyszłego. Właśnie w tej perspektywie wpisuje się mocne wezwanie apostoła Pawła: „ Mówię wam, bracia: czas się kończy. Niech odtąd ci, którzy mają żony, żyją tak, jakby ich nie mieli; ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali; ci, którzy się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy kupują, jakby nie posiadali; ci, którzy korzystają z tego świata, jakby z niego naprawdę nie korzystali. Albowiem przemija oblicze tego świata » (1 Kor 7, 29-31). Poprzez ubóstwo serca i radykalne oderwanie się od wszelkich naturalnych więzi Maryja uczy nas, jak oderwać się od rzeczywistości tego świata, by zwrócić się ku rzeczywistościom nieba, gdzie leży nasza nadzieja. W ten sposób jawi się jako prawdziwa matka i wzór nadziei.
Wesele w Kanie (J 2,1-12)
Mamy tu do czynienia z jednym z najtrudniejszych, ale też najczęściej komentowanych fragmentów Ewangelii św. Jana. Tekst ten jest niezwykle bogaty pod względem symbolicznym i teologicznym, jednak w naszej analizie nie będziemy zagłębiać się w szczegóły, które odciągałyby nas od głównego tematu. Ograniczymy się jedynie do wskazania kilku aspektów znaczeniowych, które pozwolą nam dostrzec rolę, jaką odegrała Maryja w Kanie, oraz znaczenie, jakie można wyciągnąć z tej opowieści w odniesieniu do tematu nadziei.
Na początek kilka uwag dotyczących tekstu. Można dostrzec niewątpliwe powiązania z fragmentem z J 19, 25–27 (Maryja u stóp krzyża):
- Obecność Marii, matki Jezusa, którą On nazywa „kobietą”, tak jak w J 19, 26. Słowo „kobieta”, które w językach semickich jest tytułem honorowym, w perspektywie historii zbawienia nawiązuje do Kobiety, Nową Ewą (Rdz 2), Kobietę z 12. rozdziału Apokalipsy oraz „godzinę kobiety” z J 16,21.
- Wzmianka o „godzinie” (w zdaniu „Moja godzina jeszcze nie nadeszła”) odnosi się do decydującej godziny Jezusa, czyli Jego śmierci na krzyżu. Godzina Jezusa u Jana to bowiem moment, w którym ostatecznie spełnia się dzieło, dla którego Ojciec posłał Go na ten świat: zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią (por. J 12, 23-24.27-31-32). To właśnie poprzez swoją śmierć na krzyżu Jezus dokonuje swojego decydującego dzieła, które prowadzi do zmartwychwstania i życia.
- Woda zamieniona w wino, o której tu mowa, nawiązuje do symboliki krwi i wody, które wypłynęły z boku ukrzyżowanego Jezusa. Znamy teologiczne znaczenie, jakie Jan nadaje tym dwóm elementom: krew to Eucharystia (wino stające się krwią Chrystusa), a woda to chrzest; oba te elementy, wypływające z boku Jezusa na krzyżu, stanowią fundament Kościoła (reprezentowanego przez umiłowanego ucznia i Marię u stóp krzyża).
Inne istotne uwagi dotyczące w szczególności naszego fragmentu:
Zaskakujące w tym tekście jest to, że nie ma w nim żadnej wzmianki o nowożeńcach: Jan ogranicza się do wymienienia Jezusa i Jego matki oraz stwierdzenia: „W Kanie odbyło się wesele”. Nie ma tu żadnej wzmianki o pannie młodej i panu młodym, ale cała uwaga wydaje się skupiać raczej na dwóch głównych bohaterach tej opowieści, a mianowicie na Jezusie i Marii. W sensie symbolicznym Jezus przedstawia się w rzeczywistości jako prawdziwy Oblubieniec, ponieważ to właśnie On ostatecznie podaje dobre wino, symbol Miłości Przymierza. To właśnie o tym winie mowa w Pieśni nad Pieśniami: „Twoje miłości są słodsze niż wino” (Pnp 1,2); „Świętujemy twoje miłości bardziej niż wino” (Pnp 1,4); „Jakże słodka jest twoja miłość… bardziej niż wino” (Pnp 4,10). Jezus jest zatem Oblubieńcem, który ma moc dawania wina z wesela mesjańskiego (por. Mk 2,22); sam zresztą przedstawia się jako Oblubieniec, który przychodzi, by nawiązać z swoimi bliskimi intymną więź (Mk 2,19-20).
Nowe wino, które przynosi Jezus, to w rzeczywistości sposób, w jaki przeżywa swoją doskonałą bliskość z Ojcem. To właśnie ten sposób życia przychodzi On dzielić – jako Oblubieniec – z tymi, których kocha.
Ponadto Maria przedstawia się jako prawdziwa małżonka, wierna małżonka (w przeciwieństwie do niewiernej małżonki, jaką jest Izrael: por. Oz 2; Ez 16, 38). To właśnie jako wierna małżonka jest wrażliwa na potrzeby ludzi i całkowicie ufa swojemu Synowi (Oblubieńcowi), któremu powierza się w wierze, nie wkraczając jednak w sferę kompetencji Boga. Jedyne, co zauważa, to: „ Nie mają już wina ”, i nic więcej. Stąd: „prawdziwe małżeństwo, którego symbolem jest wesele w Kanie, to Nowy Przymierze przeżywane w sercach Jezusa i Maryi. Nieustannie są obecni jeden dla drugiego, aby wspólnie wypełniać wolę Ojca. Owocem ich miłości będzie Kościół”[1].
[1] P. Léon MARCEL, „Spojrzenie na Jezusa w świetle Ewangelii św. Jana”, Kinshasa, Paulines, 2003, s. 40.
Kolejną interesującą kwestią jest zalecenie Marii skierowane do sług: „Cokolwiek wam powie, zróbcie to ”. Formuła ta ma swoje odzwierciedlenie w odpowiedzi Maryi podczas Zwiastowania: „Niech mi się stanie według twego słowa”, co podkreśla uważną gotowość Maryi, „służebnicy Pańskiej”. To właśnie do takiej gotowości wobec Mistrza pragnie zachęcić sługi. Maryja ponownie okazuje tu swoją rolę jako Oblubienica w tym sensie, że napełniona Duchem Świętym żyje z Jezusem w głębokiej intymności, która pozwala jej czerpać siłę z woli Ojca. W rzeczywistości „jej reakcja jest taka sama jak reakcja Jezusa. Pragnie, aby Jezus zyskał uznanie wśród swoich uczniów i aby cel Jego ogromnej misji został nieco odsłonięty przed oczami tych, którzy już Mu ufają”[1]. Maria poprzez to zaproszenie wskazuje zatem, na czym powinna polegać wiara uczniów: na niezachwianym zaufaniu do Jezusa, niezależnie od ryzyka, jakie ponoszą: „muszą bez wahania opierać się na solidności słów Jezusa. Trzeba wierzyć, ufać i urzeczywistniać tę wiarę poprzez ryzyko, jakie podejmuje się, opierając się na Jego słowie. Ich pewność musi skłaniać ich do działania”[2].
Jakie znaczenie można wyciągnąć z tej opowieści w kontekście tematu nadziei?
Po pierwsze, Maryja uczy nas, jak stać się prawdziwymi oblubienicami Oblubieńca (Chrystusa), czyli tymi, którzy – podobnie jak Ona – są zdolni do nawiązania głębokiej relacji miłości z Chrystusem. Ta relacja miłości realizuje się poprzez słuchanie i wprowadzanie w życie Słowa Bożego, a to wprowadzanie w życie sięga aż do całkowitego oddania się, bez względu na to, ile nas to może kosztować. Wejście w tę intymną relację z Chrystusem pozwala nam skosztować wina Miłości, wina czasów mesjańskich, które nie ma nic wspólnego z wodą oczyszczenia ze Starego Przymierza. Ta intymna relacja z Chrystusem (prawdziwym Oblubieńcem) jest źródłem naszej nadziei, ostatecznym celem, do którego zmierzamy.
Stawanie się prawdziwymi oblubienicami Chrystusa wzywa nas również do tego, byśmy – podobnie jak Maryja – zwracali uwagę na prawdziwe potrzeby współczesnych ludzi. Dzięki miłości, która łączyła Maryję z Oblubieńcem, potrafiła szybko dostrzec prawdziwe potrzeby gości weselnych i mogła wstawiać się za nimi u Oblubieńca, który nie zawahał się zapewnić najcenniejszego wina, będącego źródłem nieoczekiwanej radości. Nasze chrześcijańskie powołanie w świecie polega przede wszystkim na wrażliwości na potrzeby współczesnych mężczyzn i kobiet, na współczuciu wobec ich cierpień i braków. Podobnie jak Maryja, dzięki naszej relacji miłości i bliskości z Oblubieńcem musimy być w stanie przynieść im nowe wino, które głęboko ich pocieszy i obdarzy nowym życiem. Właśnie w tym polega to, że nasze życie chrześcijańskie może stać się promieniem światła w obliczu nieszczęść naszego świata i że możemy naprawdę pełnić rolę „soli ziemi” i „światła świata” (Mt 5, 13-16). To właśnie będąc zjednoczeni z Chrystusem, na wzór Maryi (wzorowej oblubienicy w jedności z Oblubieńcem), możemy skutecznie wypełniać naszą misję w świecie.
Maria u stóp krzyża: (J 19,25-27)
Ta relacja Jana przenosi nas do najbardziej przełomowego momentu w życiu Jezusa: jest to chwila, w której dokonała się kenosis Jezusa, czyli całkowite wyzbycie się siebie poprzez całkowite ofiarowanie swojego życia. Poprzednie wersety (wersety 23–24) pokazują nam, poprzez podział szat (jedynych dóbr, jakie Jezus miał jeszcze przy sobie), jak daleko sięgało to oddanie.
Maryja, stojąc u stóp krzyża, przeżyje tę bolesną chwilę w najgłębszym zakamarku swojej duszy. Jest to chwila, w której spełnia się w niej proroctwo Symeona: „A twoją duszę przebije miecz ” (Łk 2, 35). U stóp krzyża Maria przeżywa zatem bardzo intymną jedność ze swoim cierpiącym Synem, pozbawionym wszystkiego i ubogim. Jednak ta jedność z Jezusem w godzinie Jego śmierci z pewnością przyniesie owoce: to właśnie wtedy, gdy Jezus jest bliski śmierci, rodzi się syn Marii: „Niewiasto, oto syn twój ” (wersety 26–27).
Tak więc na Golgocie wydaje się, że wszystkie obietnice legły w gruzach. Jednak ona, Maria, w głębi serca wie, że nadeszła ta godzina. Stoi przy swoim ukrzyżowanym Synu. Być może nie do końca rozumiejąc tajemnicę, która się wypełnia, pozostaje wierna. Staje się w ten sposób obrazem nadziei, która wytrzymuje próbę i nadal wierzy, gdy wydaje się, że zniknęło wszelkie światło. Stwierdzając: „Przy krzyżu Jezusa stała Jego matka…” (J 19,25), czwarta Ewangelia zestawia ze sobą dwa silne symbole: z jednej strony Jezusa, który wydawał się bezsilny, wydany w ręce swoich przeciwników, a z drugiej strony kobietę stojącą, która zdawała się nadal wierzyć, że nie wszystko się skończyło, ale że wszystko się wypełniło. Słusznie ostatnie słowa Jezusa na zakończenie tego epizodu brzmiały: „Wszystko się dokonało”. Nadzieja nie jest triumfalizmem. Jest to pokorne wkroczenie w Boży plan, jakimkolwiek by on nie był.
Dziewica Maryja jawi się nam zatem jako matka i wzór nadziei w tym sensie, że przez całe swoje życie okazywała całkowite oddanie się Bogu – oddanie, które doprowadziło ją do przyjęcia Słowa Bożego w swoim łonie i do ofiarowania Go światu. Wzięcie Maryi za wzór nie polega na odtwarzaniu jej doświadczenia, na naśladowaniu tego, co przeżyła – byłoby to dla nas wręcz niemożliwe. Chodzi raczej o to, by osobiście zaangażować się wobec Chrystusa, w uczestnictwie w Jego Męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Oznacza to, że uczestnictwo w cierpieniu i śmierci Chrystusa nieuchronnie prowadzi do nowego życia.
Właśnie w tym sensie apostoł Paweł stwierdza:
„ Pamiętaj o Jezusie Chrystusie, który zmartwychwstał… Jeśli umarliśmy wraz z Nim, wraz z Nim będziemy żyć. Jeśli wytrwamy, wraz z Nim będziemy królować. Jeśli Go wyrzekniemy się, On również się nas wyrzeknie. Jeśli jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo nie może zaprzeć się samego siebie » (2 Tm 2, 8. 11–13).
Maryja, jako wzór nadziei, jest tą, która nigdy nie uciekała przed konsekwencjami swojego zaangażowania: towarzyszyła synowi aż do stóp krzyża, zawsze mówiła Bogu „tak” – to „tak”, które jest znakiem jej utożsamienia się z Chrystusem. Tak więc przyjęcie Maryi za wzór nadziei oznacza zmierzenie się z naszym własnym chrześcijańskim powołaniem poprzez codzienne odnawianie przed Bogiem naszego „tak”. To odnowienie wymaga od nas ofiarowania siebie Bogu (por. Rz 12, 1-2), aby w wierze przyjąć cierpienia naszego życia.
Wnioski
Maryja jest prawdziwą Matką i wzorem nadziei, ponieważ uczy nas, jak wsłuchiwać się w Słowo Boże jako prawdziwi słudzy Boga. W ten sposób uczy nas życia w duchu ubóstwa, które pozwala nam uwolnić się od ucisku doczesnych realiów i dążyć do rzeczywistości wiecznych. Życie w głębokiej bliskości z Chrystusem, do której zawsze należy dążyć, jest gwarancją tego wewnętrznego wyzwolenia, które przygotowuje nas do całkowitego oddania się Bogu i wrażliwości na prawdziwe potrzeby współczesnych mężczyzn i kobiet. Ponadto, poprzez uczestnictwo w męce i śmierci Jezusa na krzyżu, Maryja uczy nas, że to właśnie poprzez głębokie zjednoczenie się z cierpieniem Jej Syna możemy przyjąć cierpienia naszego życia i żyć jako ludzie nadziei.
Zakończmy naszą medytację, kierując wzrok na Maryję w Wieczerniku (Dz 1, 14). Wieczernik to kolejne miejsce, w którym Maryja prawdziwie daje świadectwo swojej nadziei wśród wciąż wahających się uczniów. Jest obecna pośród apostołów w oczekiwaniu na Zesłanie Ducha Świętego. Towarzyszy narodzinom Kościoła poprzez wytrwałą i pełną ufności modlitwę. Tak jak niegdyś w Nazarecie, pozostaje otwarta na działanie Ducha Świętego i staje się wzorem dla Kościoła, który czuwa w nadziei na spełnienie obietnic Chrystusa.
Spójrzmy nieco krytycznie na to pozornie banalne stwierdzenie i spróbujmy umieścić je w kontekście. Jezus umarł. Wszyscy byli zrozpaczeni. Potem ujrzeli Go zmartwychwstałego. Ukazał się im i napełnił ich radością. Następnie wstąpił do nieba. Potem – nic. Pozostali tam, czekając, ponieważ nie podał żadnego terminu na zesłanie Ducha Świętego. Mogła to być dość trudna, przygnębiająca chwila: czekają bez końca, nie wiedząc dokładnie, jak długo potrwa to oczekiwanie ani w jaki sposób zostanie ono spełnione. Jezus bowiem nigdy nie sprecyzował, w jaki sposób zostanie udzielony Duch Święty. A co w tym czasie robiła Maryja? Łukasz nam to mówi: „Wszyscy jednomyślnie trwali w modlitwie wraz z kilkoma kobietami, wśród których była Maryja, matka Jezusa. ” (Dz 1,14). Tak, jako Matka i wzór nadziei, Maryja uczy nas wytrwałości w modlitwie, w oczekiwaniu na spełnienie Bożych obietnic. W swojej encyklice Redemptoris Mater[1] święty papież Jan Paweł II przedstawia ją jako kobietę „pielgrzymki wiary”, której całe życie naznaczone jest niezachwianą ufnością w Boże obietnice, nawet gdy pozostają one niejasne.
Obyśmy, podobnie jak Maryja, byli mężczyznami i kobietami zakorzenionymi w modlitwie, tak abyśmy z niezachwianą ufnością oczekiwali spełnienia Bożych obietnic.
[1] Jan Paweł II, Redemptoris Mater, nr 14–19.




